3 rzeczy, które biorę dla siebie z książki “Dobra relacja”

Jakiś czas temu Asia poznana na grupie wsparcia dla mam poleciła mi kilka książek związanych z rodzicielstwem bliskości oraz NVC. Nie minęło 12 godzin jak zamówienie zostało złożone i przebierałam nóżkami aż książki dotrą. Skończyłam niedawno “Dobra relacja – Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny” Małgorzaty Musiał. Dla mnie teoria bez wdrożenia w praktykę ma niską wartość, więc zwykle od razu myślę jak mogę to wnieść do swojego życia. Jestem przekonana, że jak za rok czy dwa wrócę do tej książki, to wezmę z niej inne rzeczy. Nasza rodzina będzie w innym miejscu. Nasza 6-cio miesięczna córka będzie już większa, będzie inaczej o swoich emocjach i potrzebach komunikowała.

“O co mi chodzi?”

To pytanie chodzi przez całą książkę i jak się okazuje, nie bez przyczyny. Tak wiele zależy od tego na ile dobrze rozumiemy i znamy samych siebie! Nie jest to takie proste, jakby się wydawało, dzięki temu, co zostało nam wtłoczone przez otoczenie. A nie wszystko, co dostaliśmy, jest naprawdę nasze. Bo czy na przykład naprawdę mi zależy, aby moja córka spała na drzemkach długo i sama? Czy to jest coś, co inni mówią, że powinnam chcieć, żeby mieć czas na sprzątanie, gotowanie, itd.?

To jest też dla mnie pytanie o to, co się ze mną w danym momencie dzieje. Co czuję i co tak naprawdę mi sprawia trudność. Doświadczyłam już, że samo nazwanie tej trudności i poklepanie się po ramieniu w związku z nią, dużo spokoju mi daje. Tak jakby przyjaciel mnie przytulił i zdjął trochę ciężaru.

Przykładowo, ostatnio podczas karmienia, K bardzo jęczała, wierciła się, wszystko ją rozpraszało, na kanapie źle, na fotelu źle, stój mama i mnie karm i bujaj. Poczułam jak rosną we mnie emocje, złość nadchodzi, ale zanim wybrzmiała w pełni, zdążyłam się zapytać “Natalia, o co Ci chodzi? Jaką to potrzebę masz niezaspokojoną?”. I uświadomiłam sobie, że to nie te jęki i krzyki mi przeszkadzają, a po prostu mam potrzebę łatwości, żeby to karmienie było takie łatwe. No i w zasadzie, czasem jest. A czasem nie. Taki etap. A ja pokiwałam do siebie ze zrozumieniem, pomyślałam sobie, że tak, to ma sens, chcesz żeby było łatwiej, to naturalne, rozumiem że może być z tym ciężko. No i było mi z tym wtedy trochę lżej.

Sprawdza się też w sytuacjach z mężem, kiedy czuję narastającą złość na to co on robi czy też nie robi. Po zadaniu sobie tego pytania wychodzi, że to wcale nie jego zachowanie jest źródłem problemu, a jakaś moja potrzeba która była niezaspokojona.

Branie odpowiedzialności za swoje potrzeby i emocje

Nikt nie sprawia, że czuję jakąś emocję. To moje potrzeby się w danym momencie odzywają i wybrzmiewają. I to ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za to, żeby za te potrzeby zadbać. Czyli powiedzieć o nich, poprosić o coś w związku z tym. W parze z tym idzie język osobisty, czyli mówienie o sobie. Bardzo trudne są to dla mnie nawyki, które cały czas ćwiczę. Bo dużo łatwiej jest zrzucać winę na kogoś, że on coś zrobił i przez niego ja teraz taka rozzłoszczona jestem.

Póki co zaczynam z drobniejszymi tematami, które nie mają dużej wagi i też nie są związane z silnymi emocjami. I tak na przykład niedawno mieliśmy z mężem rozmowę o wyspie w kuchni, na której często jest w ciągu dnia bałagan (mąż pracuje zdalnie). Moim dawnym zwyczajem powiedziałabym, że znowu jest na wyspie dużo rzeczy, dlaczego on nie sprząta, tylko ja tu dbam o to i tak nie może być, musimy znaleźć jakiś system i się jego trzymać. Teraz powiedziałam, że kiedy na wyspie w ciągu dnia jest bałagan i ja tam wchodzę z córką, to czuję zmęczenie i zniechęcenie takim widokiem. Jest to dla mnie duże obciążenie, męczy mnie ten widok. Natomiast gdy jest porządek, to mam więcej energii i łatwiej mi w ciągu dnia. Chciałabym, żebyśmy znaleźli wspólnie sposób jak moglibyśmy zadbać o porządek tam. Taka mała zmiana, a wydaje mi się, że sporo zmieniła na lepsze.

Dziecięce (i nie tylko) “nie”

Odmowy w rodzicie są czymś bulwersującym. Jak to dziecko nie chce się zgodzić na to, o co rodzic “prosi”?! Nie chce “współpracować”? Jak tak czytałam tą książkę, ten rozdział otworzył mi oczy najbardziej, choć tak oczywiste to się teraz wydaje. Prośba bez akceptacji odmowy nie jest prośbą, jest żądaniem. Nie ważne jak wyraźnie powiesz “proszę”. “Proszę natychmiast posprzątać swój pokój!” – jak Ci to brzmi?

Też samo kolokwialne stwierdzenie o współpracy dziecka jest czymś, na co teraz patrzę zupełnie inaczej. Tak, dziecko zawsze współpracuje, bo przecież kocha nas i jest częścią naszej rodziny. Współpraca nie zakłada jednak zgody na wszystko i robienie co inni każą. Jest to oczywiste w świecie dorosłych, w pracy i nie tylko. Jednak w rodzinie wydaje się, że są inne standardy. Ja wybieram teraz patrzenie, że gdy dziecko mówi “nie”, to po prostu mówi “tak” jakimś swoim potrzebom, które są dla niego ważne teraz. Może nie ma słownictwa, aby to wyrazić, ale my możemy zrobić to z nim i pomóc mu powiedzieć nam jakie potrzeby teraz wybiera.

Te rzeczy wybrałam na razie, tak tuż po przeczytaniu. Choć przyznam, że lubię sobie pobyć z nową wiedzą po książkach czy szkoleniach. Przejrzeć notatki, poukładać notatki. Wymyślić nowe ćwiczenia. Myślę, że niedługo otworzę ją jeszcze raz, przekartkuję i uporządkuję sobie wiedzę, gdyż jest to jedna z najciekawszych książek jakie czytałam w kontekście rodzicielstwa. Jestem ciekawa, co dla Was jest w niej najważniejsze. A może macie inne książki, które możecie polecić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *